Już w środę webinar: odprawa strategiczna na 2026 (trendy, insighty, system) + notatki z Wiednia: Jak grać w długą grę?
Dziś mam dla Was zaproszenie na odprawę strategiczną na 2026 r. oraz kilka obserwacji z Wiednia – "miasta-marki", które potrafi grać w długą grę.
Wielkimi krokami zbliżamy się do finału trwającego od ponad 5 tygodni wyzwania Misja Strategia 2026.
W jego ramach zaprosiłem naszą liczącą ponad 1300 osób społeczność (dzięki, że tu jesteście) do wspólnego wypracowania fundamentu strategicznego Waszych marek oraz stworzenia klarownego planu działania na cały nadchodzący rok.
Wasze zaangażowanie, liczba pobranych checklist oraz pytania w ramach AMA (Ask Me Anything) to dla mnie pozytywne zaskoczenie! Wygląda na to, że wiele osób zyskało świeże spojrzenie na swoją markę i zbudowało mocne fundamenty do osiągnięcia swoich celów w 2026 r..
Czas na finalną odprawę!
Już w najbliższą środę (28.01) o godzinie 13:30 odbędzie się webinar (ok. 75 minut), który będzie wieńczył wyzwanie #MisjaStrategia2026.
Podzieliłem go na trzy konkretne bloki:
Kapsuła Trendów: 6 kluczowych sygnałów z rynków, które już dziś wpływają na decyzje konsumentów i postawę marek.
Raport Zwiadowczy: Obraz 5 polskich generacji (od Boomersów po Alfę) na początku 2026 r. – ich realne lęki, napięcia i motywacje.
Sektor Decyzji: 6 wskazówek, jak zaprojektować system strategiczny, który porządkuje codzienne wybory i pomaga utrzymać obrany kurs.
Tu link do zapisu na webinar – dołącz na pokład!
Szczególnie polecam udział osobom, które chcą:
zrozumieć, w jakim punkcie rynku i kultury startujemy w 2026 rok,
skutecznie oddzielać sygnały strategiczne od informacyjnego szumu,
spojrzeć na odbiorców przez pryzmat realnych potrzeb, a nie demograficznych uproszczeń,
zmienić reaktywne gaszenie pożarów na świadomy system nawigacji.
Jeśli czujecie, że rok 2026 wymaga mniej improwizacji, a więcej mądrego kierunku – to zaproszenie jest dla Was.
🟩 Wstęp jest otwarty, zachęcam do podzielenia się linkiem w swoich zespołach.
Na końcu maila czekają na Was dodatkowe polecajki i jedno ważne pytanie, ale teraz czas na obiecane obserwacje z mojego urlopu inspiracyjnego w Wiedniu.
Strategia z widokiem na operę. Co pokazał mi Wiedeń?
Marcin, co to jest krótki urlop inspiracyjny?
Zapytał mnie w mailu jeden z naszych agencyjnych Klientów po otrzymaniu mojego autorespondera, w którym tłumaczyłem co robię i kiedy wracam.
Już tłumaczę! Wierzę, że „zastanie się” w jednym krajobrazie to jedno z największych zagrożeń dla osób pracujących w komunikacji czy szerzej w branży kreatywnej. Bardzo łatwo wpaść w pułapkę utartych schematów i pozornie bezpiecznych rozwiązań.
Dlatego 1-2 razy w roku funduję sobie wyprawę do innego miasta.
Plan jest zawsze prosty: za każdym razem inna destynacja, a w niej muzea, galerie, energia miasta, rytm ulicy, mody i oczywiście lokalne reklamy. Szukam różnic, analogii i tego co nieoczywiste.
Dla mnie to trochę inny model niż kolejny city break – staram się świadomie wejść głębiej w tkankę danego miejsca <na tyle na ile to możliwe w ciągu kilku dni> i przywieźć konkretne inspiracje do mojej codziennej pracy. Tym razem padło na Wiedeń – miasto, które w rankingach jakości życia od lat nie ma sobie równych.
Co przywiozłem w moim strategicznym plecaku?
Mam 4 notatki, a każda z nich prowadzi do wniosków, które mogą Wam się przydać przy kalibrowaniu działań Waszych marek.
1. Wiedeń - miasto, które gra w długą grę
Największe zaskoczenie? Ulica wygląda tu zupełnie inaczej niż to do czego przywykliśmy w Warszawie, czy innych polskich miastach.
Zamiast żabek - małe galerie,
zamiast banków - pracownie rzemieślnicze,
Zamiast sieciowych kawiarni - klimatyczne miejsca spotkań.
Zastanawiałem się, jak to możliwe.
Jak centralne, teoretycznie najdroższe dzielnice (przypomniał mi się Wiedeń z gry Eurobiznes), zdołały zachować tak nieskomercjalizowaną strukturę? Gdy na witrynie niezależnego sklepu z vintage’owym sprzętem fotograficznym przeczytałem: „nie jesteśmy muzeum, to sklep” – zrozumiałem, że nie tylko ja zadaję sobie pytanie: jak wygrywacie licytację na czynsze z globalnymi gigantami?



Odpowiedź nie jest dziełem przypadku, ale stuletniej strategii.
Wiedeń świadomie opiera się gentryfikacji, wybierając rolę „miasta do życia”, a nie „rynku inwestycyjnego”. Fundamentem jest tu unikalna polityka mieszkaniowa: około 60% mieszkańców żyje w zasobach miejskich lub subsydiowanych. To potężna zapora, która wyhamowuje spekulację i zdejmuje z rynku presję na ekstremalne czynsze. Co więcej, Austria wprowadziła zamrożenie czynszów w regulowanym najmie – z limitem wzrostu do zaledwie 1% w 2026 roku.



Dzięki temu rzemieślnik czy właściciel małej galerii nie musi „uciekać” z centrum po trzech miesiącach. Miasto stosuje tzw. sanfte Stadterneuerung (delikatną odnowę miejską) – remontuje dzielnice tak, by podnosić ich jakość, ale nie wypychać lokalnego biznesu. Kultura i rzemiosło nie są tu „ozdobą” dla dewelopera, ale częścią twardej infrastruktury miejskiej.
Wiedeń gra w długą grę i to w erze królującego na świecie merkantylnego podejścia jest niezwykle imponujące.
Ta konsekwencja przynosi konkretne owoce: według raportu firmy Mercer, oceniającego 221 najważniejszych metropolii, Wiedeń jest miastem o najwyższej jakości życia na świecie. Ranking docenił m.in. stabilność ekonomiczną, bezpieczeństwo oraz bezkonkurencyjny dostęp do oświaty i kultury.
Wniosek dla Twojej marki: Większość strategii upada, bo są zbyt reaktywne (skupione na krótkowzrocznym RUN-ie). Przykład Wiednia uczy, że prawdziwą wartość buduje się poprzez projektowanie ekosystemu, który potrafi oprzeć się chwilowej spekulacji na rzecz trwałej jakości.
2. Ponad 100 letni fastfood stworzony przez Polaka, który zna ponad 90 proc. wiedeńczyków.
To właśnie w tej tkance miasta, chronionej przed agresywną komercją, przetrwały legendy, które dziś są fundamentem wiedeńskiej tożsamości. Na tym tle wyróżnia się lokalna sieć z ponad 100-letnią historią, która dla każdego stratega jest lekcją uważności na człowieka.
Chodzi o kanapkarnię Trześniewskiego.



Biznes założył w 1902 roku Franciszek Trześniewski, Polak z Krakowa. Jego pomysł był jak na tamte czasy iście rewolucyjny: niewielkie, gotowe kanapki na jeden kęs, sprzedawane szybko, na stojąco i w bardzo przystępnej cenie.
Franciszek miał nosa! W dystyngowanym, cesarskim mieście zauważył coś, co umykało innym. Zrozumiał, że dynamicznie rosnąca armia miejskich pracowników i urzędników nie zawsze ma czas na dwugodzinne zasiadanie w restauracji, ale wciąż potrzebuje jakości.
Jego strategia? Bezlitosna prostota. Menu od początku opierało się na fundamentach: ciemne pieczywo, proste pasty (jajeczna, śledziowa, warzywna) i zero udziwnień. No, może poza małym piwem w szklankach 1/8 litra (tzw. Pfiff). Kluczowe były: powtarzalność, szybkość obsługi i jakość składników. To dokładnie te same filary, na których dekady później wyrosły globalne sieci fast foodów, ale Trześniewski zrobił to z krakowską duszą i wiedeńską klasą.
Dziś firma działa nieprzerwanie w pierwotnej lokalizacji i 10 innych punktach. W kraju, w którym nikt nie potrafi poprawnie wymówić nazwiska założyciela, firma uczyniła z tego swój największy atut. Reklamują się hasłem: „Trześniewski – niewymawialnie dobre”.
Efekt? Imponujący. Według badań nazwę Trześniewski kojarzy 92% mieszkańców Wiednia. To dowód na to, że kiedy zamienisz barierę (trudna nazwa) w wyróżnik, a produkt oprzesz na realnej potrzebie, stajesz się nieśmiertelny.
Co z tego wynika dla Twojej marki? Historia Franciszka to najlepsza lekcja, że dobry insight zawsze wygrywa z chwilowym trendem.
3. Projektowanie doświadczenia: obserwacja z muzeum SISI
W tej wiedeńskiej wędrówce muzea i galerie były dla mnie żelaznym punktem – to tam najmocniej widać, jak kultura projektuje nasze postrzeganie świata. Podczas tych kilku dni zanurzyłem się w twórczości Mariny Abramović, odkrywałem fakturę papieru na wystawie FASCINATION PAPER (od Rembrandta po Antoniego Starczewskiego), podziwiałem surowość miejskiej fotografii Lisette Model i klasykę od Moneta po Picassa.
Każda z tych wizyt coś we mnie zostawiła.
Ale tylko jedna okazała się doświadczeniem kompletnym.
Mowa o wystawie poświęconej Sisi. Przez dwie godziny odkrywałem kolejne warstwy historii Elżbiety Bawarskiej i byłem autentycznie poruszony tym, jak szokująco nowocześnie brzmi jej biografia.
Obsesyjnie dbała o ciało, uprawiała gimnastykę w salach pałacowych (wprawiając w przerażenie służbę pałacową), stosowała skomplikowane rytuały pielęgnacyjne, kompulsywnie podróżowała i nieustannie uciekała przed sztywnym gorsetem dworskiej etykiety. Była rebeliantką w koronie, która zamiast poddawać się systemowi, szła swoją drogą.
Dziś pewnie byłaby okrzyknięta influencerką w koronie…



Jednak to nie sama postać Sisi sprawiła, że to wyjście było tak udane.
O sukcesie zdecydował drobny szczegół, którego zabrakło w innych, znacznie „większych” miejscach.
Było nim proste, perfekcyjnie zaprojektowane urządzenie: audioprzewodnik. Działał w kilkudziesięciu językach (w tym, co ważne, po polsku), a każda sala oferowała kilka krótkich, esencjonalnych rozdziałów do odsłuchania.
Urządzenie przypominało dyktafon lub słuchawkę telefonu, którą trzymało się przy uchu. Żadnych plączących się kabli, żadnych dousznych słuchawek, które budzą opory higieniczne.
Widziałem twarze innych zwiedzających – ten sam wyraz zachwytu i pełnego skupienia. Ludzie nie tylko patrzyli na kolejne eksponaty, oni byli w środku opowieści.
Co z tego wynika dla Twojej marki? W strategii często szukamy wielkich, kosztownych „game changerów”, a zapominamy o nisko wiszących owocach (low-hanging fruits). Ta słuchawka była właśnie takim owocem. Nieduży koszt w porównaniu z wartością całej kolekcji, a to ona domknęła doświadczenie klienta (customer experience) i sprawiła, że produkt stał się dostępny i zrozumiały.
Możesz mieć najlepszy produkt na rynku (jak galeria Albertina ma Moneta), ale jeśli nie zaprojektujesz „słuchawki”, przez którą klient może go wygodnie i intymnie doświadczyć – Twoja historia pozostanie nieopowiedziana.
4. Habsburg AI i prawo do własnego zachwytu
Jednym z motywów, dla których regularnie urządzam sobie urlopy inspiracyjne, jest ochrona kreatywności i zachowanie zdolności do krytycznego myślenia. To coś, co za kilka pokoleń może stać się dobrem rzadkim – badania wskazują, że już dziś nasz gatunek ma z tym spore kłopoty.
„Jakże się cieszę, że AI nie podpowiada mi tutaj, co mam o tym myśleć”
powiedziała młoda dziewczyna do swojej koleżanki, stojąc przed jednym z obrazów Moneta w wiedeńskiej galerii. Te słowa mnie dotknęły! Trafiły w sam środek napięcia, które towarzyszy nam w erze Habsburg AI.
To zjawisko, w którym modele sztucznej inteligencji, karmione wyłącznie własnymi, uśrednionymi wytworami, zaczynają powielać błędy i gubić zdolność rozpoznawania niuansów. Podobnie jak potężna niegdyś dynastia Habsburgów, która przez brak „świeżej krwi” wpadła w pułapkę degeneracji, tak i dzisiejsza technologia zmierza ku przewidywalnemu, plastikowemu i… śmiertelnie nudnemu uśrednieniu.
A przecież wielka kreatywność to brud, ryzyko i prawo do błędów.
Widziałem to wyraźnie przyglądając się bohaterom tych kilku wspomnianych wystaw. Picasso nie zawsze malował swoje słynne „rozmontowane” postacie. Jego wczesny „okres niebieski” to czas skrajnego smutku po samobójstwie przyjaciela – obrazy były niemal monochromatyczne i pełne bólu. To był etap, który musiał wybrzmieć, by artysta mógł pójść dalej.
Z kolei Marina Abramović pokazała, że nawet rozstanie może stać się aktem twórczym. W 1988 roku ona i jej partner Ulay wyruszyli z przeciwnych końców Wielkiego Muru Chińskiego, by po przejściu tysięcy kilometrów spotkać się na środku, pożegnać i zakończyć swój 12-letni związek. Gest bolesny i prawdziwy – żaden algorytm nie zaproponowałby tak „nieefektywnego” sposobu na finał relacji.
Wierzę, że w kreatywności wszystko porusza się falami.
I jest w tym nadzieja, że wyjdziemy z dzisiejszej ery „AI slop” mocniejsi niż kiedykolwiek, dostrzegając, że to, co autentyczne, namacalne i bliskie, ma największą moc.
Ta nadzieja bije prosto z wiedeńskich vintage shopów. Tu nie ma algorytmów; królują jeszcze analogowe lata 90. i 2000. Vintage’owe kurtki, szerokie spodnie, retro gadżety – to wszystko trzyma się mocno i mówi nam coś ważnego o stanie dzisiejszej kultury.
Dotarło do mnie, że każdy proces twórczy potrzebuje faz, które muszą wybrzmieć do końca, by mogło narodzić się coś nowego. Tak jak moda wraca do analogu, tak my – jako twórcy i marketerzy – wrócimy do doceniania tego, co nieidealne, ale prawdziwe.
Wniosek dla Twojej marki: W 2026 roku premię zgarną te marki, które nie dadzą się zapętlić w habsburskiej wtórności. Wykorzystuj maszynę do analizy (nasza metoda mind and machine), ale duszę marki chroń przed uśrednieniem. Ludzie są zmęczeni perfekcją algorytmu; szukają prawdy, nostalgii i autentycznego zachwytu, którego nikt im nie podpowiedział.
zapiski na marginesie.
Kalendarz za inspirację.
Na koniec mam dla Was jedną z ostatnich już okazji do wygrania naszego autorskiego kalendarza naściennego na 2026 rok — IJON 2026. To projekt, który żyje przez cały rok: każda karta miesiąca zawiera kod QR z odnośnikiem do tworzonej przez mój zespół listy unikalnych inspiracji.
Jakie miasto (szukam nieoczywistych typów!) polecilibyście mi na kolejny urlop inspiracyjny i dlaczego?
Mam 5 kalendarzy do rozdania. Jeśli odpowiedzi będzie więcej, wybiorę te najbardziej trafne i zaskakujące. Po prostu odpowiedz na tego maila!
O generacjach i gównowaceniu internetu
Zostawiam Wam dwa linki do materiałów, w których w ostatnich dniach dzieliłem się wiedzą:
Podcast o psychologii biznesu: Rozmawialiśmy z Kasią Preidl o obrazie 5 polskich generacji i tym, jak ich doświadczenia kształtują dzisiejsze wybory konsumenckie.
Na YouTube obejrzysz tutaj»
A na Spotify posłuchasz tutaj»Wywiad o “fekalizacji internetu” w trednbooku Wirtualnych Mediów
Ciekawy materiał opisujący mechanizm psującej się sieci. To niepokojąco powtarzalny cykl życia wielu platform cyfrowych, które:🟩 najpierw służą użytkownikom,
🟧 potem klientom biznesowym,
🟥 a na końcu — gdy już skutecznie uzależnią od siebie wszystkich dookoła — służą już tylko same sobie.
Link do trendbooka»
To zjawisko to nic innego jak brak dbałości o jakość na dłuższą metę — przeciwieństwo wiedeńskiej “długiej gry”, o której pisałem wyżej.
To koniec na dziś!
Do zobaczenia na środowym webinarze!




