Trendy, które brzmią jak żart. A nie są. Vol. II
Prezes założył sobie TikToka. Musimy działać. Pięć absurdalnych trendów i pięć całkiem poważnych prawd o konsumentach.
Różne rzeczy prowadzą do zmian w komunikacji dużych firm. Czasem są to przełomowe badania, czasem nowa odważna strategia, czasem niespodziewany ruch konkurencji.
A czasem prezes wraca z weekendu i mówi:
„Słuchajcie, ten TikTok jest jednak ciekawy”.
Może powiem coś niepopularnego, ale z moich obserwacji znaczna część ludzi odpowiadających dziś za rozwój marek TikToka nieszczególnie rozumie i po prostu nie lubi…
Facebook, Instagram czy X są całkiem dobrze rozpoznane. To niemal pokoleniowe media millenialsów - a to właśnie ta grupa przeżywa swój prime time na wysokich stanowiskach.
A TikTok?
Nadal jest terra incognita.
Tu możesz stać się gwiazdą sezonu w jeden dzień.
Tu rodzą się viralowe produkty typu Labubu.
Tu raczej nie znajdziesz przyjaźni.
W sumie brzmi jak Hollywood.
Co ciekawe, sam TikTok wyrósł na backlashu wobec perfekcji królującej na Instagramie.
Powiedział ludziom:
Hej, tutaj nie musicie niczego udawać.
Scenografia nie jest potrzebna.
Odpalcie kamerę.
Macie tu swoją ulubioną muzykę.
Macie wciągający trend.
Bawcie się.
Z tego miksu zaczęła wyrastać kultura.
Właśnie dlatego TikTok jest jednym z najlepszych sejsmografów zmian społecznych młodych pokoleń.
Właśnie tam wypływają trendy, które brzmią jak żarty.
Czasem dystopijne.
Absurdalne.
Niemal zawsze ironiczne.
Wystarczy jednak zeskrobać pozłotko żeby szybko odkryć, że pod spodem mieszka cenna prawda o konsumencie.
Warto zbierać te samorodki.
Bo pod memem, dziwnym challenge’em czy fascynacją viralowym produktem często siedzi reakcja na jednego z czterech jeźdźców naszych czasów:
Przebodźcowanie.
Niepewność.
Samotność.
Nieufność.
Zapraszam Was teraz na przegląd ciekawych trendów VOL. 2
Pierwszą odsłonę opublikowałem w maju i bardzo Wam przypadła do gustu.
Tym razem spotkacie tu torbę pełną analogowych przedmiotów, chłopaczka z Aurą +1000 i dziewczynę na mikro-emeryturze.
1. Analogue Bag - czyli sudoku i włóczka
Dziewczyna na plaży wypakowuje swoją torebkę.
Książka, sudoku, krzyżówka, włóczka, notes i aparat analogowy NikonL35.
Założę się, że nie umknęły Wam takie obrazki podczas ostatniego urlopu.
Analogue bag to po prostu torba wypełniona rzeczami, po które można sięgnąć zamiast po telefon. To świetnie pokazuje, że skuteczny detox od algorytmów nie musi wcale polegać na zakazie telefonu, ale na zaprojektowaniu mu konkurencji.



To proste: smartfon wygrywa, bo jest zawsze pod ręką.
Ten trend świetnie wpisuje się w dwa szersze zjawiska:
po pierwsze: próbę przejęcia kontroli nad dopaminową smyczą, na której prowadzą nas algorytmy (mózg: where dopamina?)
po drugie: romantyzowanie ery analogowej, oczywiście podlanej sentymentalnym sosem.
Co ciekawe, sam trend antyscrollingowy stał się bardzo scrollowalny.
Ludzie robią to, co robili tam od zawsze: pokazują what’s in my bag.
Tyle że zamiast kosmetyków i elektroniki wyciągają sudoku, włóczkę, książkę i aparat analogowy.
(Tak, oglądasz na TikToku film o tym, co spakować do torby, żeby przestać oglądać TikToka)
Bliskim krewnym tego trendu jest menu dopaminowe.
Ludzie szykują sobie wizualne karty małych przyjemności - spacer, książkę, kawę, trening, telefon do przyjaciela - po które możesz sięgnąć, gdy pojawia się chęć wskoczenia w feed. Dzielą je na przystawki, dania główne i desery.
Zwróćcie uwagę, że w głębi obu strategii siedzi ten sam mechanizm: wcześniejsze przygotowanie sobie alternatywy.
Analogue Bag daje nam więc fizyczne menu,
Dopamine Menu - mentalne.
Co ten trend mówi o konsumencie?
“Chcę odzyskać kontrolę nad przeżywaniem przyjemności. Walka jest nierówna, bo w kieszeni mam dostęp do nieskończonej biblioteki stymulatorów. Dlatego hakuje własny system.”
Sygnał dla Twojej marki, usługi i produktu:
Możesz zapytać konsumenta, co z Twojej oferty powinno trafić do jego analogowej torby? A szerzej - dostrzeż jak eklektyczna staje się nasza rzeczywistość.
Najnowszy smartfon leży obok starego Nikona L35 ze strychu. TikTok napędza modę na sudoku, szydełkowanie i analogową fotografię. Owszem, to często romantyzowana i mocno estetyzowana wersja analogowego świata.
Ale właśnie dlatego jest ciekawa.
2. Kidulting 2.0, ej Ty, nie odkładaj nagrody na później
Dorosła kobieta stoi przed paczkomatem i z namaszczeniem otwiera małe pudełko. W środku leży sobie pluszowy stworek z wielkimi uszami i dziewięcioma zębami.
Say hello to your Labubu.
Za chwilę zawiesi go przy designerskiej torebce wartej kilka tysięcy złotych.
Ale to nie jest opowieść o tej czarującej 😇 maskotce, bo lista zabawek dla dorosłych jest bardzo długa:
LEGO za kilka tysięcy.
Kolekcjonerskie Pokémony. Pluszaki. Blind boxy. Kolorowanki. Tamagotchi. Konsole retro. Figurki, których nie wolno wyjąć z pudełka.
Dorośli na potęgę kupują rzeczy, które jeszcze niedawno bez zastanowienia wrzucilibyśmy do kategorii „Tylko dla dzieci”.
Nazywamy to Kidulting.
Nostalgia nie jest niczym nowym. Marki przecież od dekad sprzedają nam powrót do bezpiecznego świata dzieciństwa. Warto jednak zauważyć, że pod spodem jest opowieść o nielineranym modelu dorosłości.
Kiedyś:
uczysz się, idziesz do pracy, awansuje, kupujesz mieszkanie, zakładasz rodzinę, idziesz na emeryturę. Każdy kolejny etap przynosił jakąś nagrodę i potwierdzał: idziesz dobrą drogą.
Tak w skrócie brzmiała umowa o dorosłości.
Teraz to wygląda raczej tak:
Rodzina? Fajnie, ale skąd wziąć odpowiedniego partnera.
Mieszkanie? Może kiedyś.
Stabilna praca? Zobaczymy.
Emerytura? Zapomnij.
Ale coś super mogę sobie zafundować właśnie teraz.
To jest prosty sposób na ściągnięcie nagrody z niepewnej przyszłości do teraźniejszości.
W tej samej rodzinie jest jeszcze jedno zjawisko: microretirement
Na pierwszy rzut oka nie ma nic wspólnego z kupowaniem LEGO z najnowszej kolekcji POKEMON.
Zamiast pracować bez przerwy przez 40 lat i czekać na emeryturę, bierzesz jej mały kawałek wcześniej.
Kilka tygodni. Trzy miesiące. Pół roku.
Podróżujesz. Uczysz się. Odpoczywasz. Robisz coś, na co według starego modelu życia powinien przyjść czas znacznie później. A potem wracasz do pracy.
Co ten trend mówi o konsumencie?
„Nie chcę całego życia podporządkowywać obietnicy, że kiedyś będzie dobrze. Chcę kawałka dobrego życia teraz.”
Sygnał dla Twojej marki, usługi i produktu:
Dla konsumenta żyjącego w świecie niepewności „kiedyś” jest coraz słabszą walutą. Zastanów się, jak Twoja marka może pomóc mu skonsumować kawałek dobrego życia już teraz.
3. Soft Clubbing czyli zabawa bez kaca
Przepis na idealną imprezę?
Bierzesz ulubioną muzykę, wyjmujesz narkotyki, alko, trzecią nad ranem i widmo kaca, wkładasz w rękę matchę na lodzie i niedzielny poranek.Szczerze Wam powiem, że nie byłem nigdy na takiej imprezce, ale znam kogoś kto organizuje takie wydarzenia i frekwencja jest top. Zetki naprawiły imprezowanie? Chyba tak i zrobiły to na swój unikalny sposób - usunęły karę (kac), zastawiły nagrodę (zabawa).
Bo nocne wyjście na miasto ma dziś trzy ceny.
Drinki w cenie obiadu.
Stracony następny dzień.
I trzecia, najrzadziej nazywana - energia, którą trzeba z siebie wykrzesać, żeby przez sześć godzin funkcjonować w sytuacji społecznej.
Soft clubbing zbija dwie pierwsze.
Trzecią zbija jego bliski krewny.
Silent Book Club to klub książki, w którym nikt nie omawia książki. Spotykacie się w kawiarni albo w barze, każdy wyjmuje swoją lekturę - dowolną, nikt nie pyta - i przez godzinę czytacie w ciszy.
Obok siebie. Potem można pogadać. Albo nie.
Nazywają to happy hour dla introwertyków.
To nowinka zza oceanu i szczerze nie wiem, czy ten czytelniczy trend przyjmie się nad Wisłą. Ale mechanizm pod spodem jest uniwersalny.
Klasyczny klub książki wymaga, żebyś przeczytał to samo co reszta, wyrobił sobie zdanie i był ciekawy przez dwie godziny. To praca. Silent Book Club usuwa całą pracę i zostawia samą obecność.
U mnie lokalnie, w Podkowie Leśnej ze świetnym odbiorem cieszyło się zaproszenie do jednego z artystycznych miejsc na poranne (od 4:30!) majsterkowanie w ciszy.
Co ten trend mówi o konsumencie?
„Chcę być wśród ludzi, ale świetnie jeśli nie muszę płacić pełnej ceny bycia wśród ludzi.”
Sygnał dla Twojej marki, usługi i produktu:
klient przelicza dziś swoje zasoby w dwóch walutach. My z pozycji Excela widzimy tylko jedną.
Pierwsza to pieniądze.
Druga to energia.
Ile decyzji musi podjąć? Jak daleko dojechać? Czy musi rezerwować? Z kimś rozmawiać? Przygotować się? Być „w formie”? Ile energii społecznej wymaga skorzystanie z naszej oferty?
Warto zerknąć na naszą usługę z tej perspektywy.
4. Aura Farming - wysiłek jest trochę obciachem
Jedenastolatek tańczy na dziobie drewnianej łodzi wyścigowej.
Za nim kilkudziesięciu wioślarzy daje z siebie maxa. On ma czarny strój, ciemne okulary i całkowicie obojętną minę. Rusza się powoli, jakby nic się nie działo. Łódź gna, chłopak ma to gdzieś.
Filmik z indonezyjskich wyścigów Pacu Jalur obiegł świat w 2025 roku. Powtarzali go sportowcy przed meczami, dzieciaki na szkolnych korytarzach, celebryci na scenie - ba nawet oficer polskiej łodzi podwodnej:
To się nazywa aura farming. Uprawianie aury.
Znajdziecie ten motyw w tysiącach wersji i milionach odsłon.
Brzmi jak najgłupsze pojęcie w tym tekście. Bo jak można uprawiać coś, czego cała istota polega na tym, że przychodzi samo? No właśnie.
Poprzednia epoka statusu miała proste zasady.
Pokazujesz auto, zegarek, wakacje, metkę. Flex (lans) był jawny i wszyscy znali jego atrybuty.
Nowa ekonomia statusu odwróciła regułę:
liczy się to, żeby nie było widać, że ci zależy.
Możesz się starać.
Ale nikt pod żadnym pozorem nie może Cię na tym przyłapać.
Wysiłek stał się nowym obciachem.
Co ten trend mówi o konsumencie?
„Widzę, kiedy ktoś się bardzo stara. I to jest dokładnie ten moment, w którym przestaję mu wierzyć.”
Sygnał dla Twojej marki, usługi i produktu:
widoczny wysiłek obniża status. Marka, która za bardzo się tłumaczy, za często przypomina o sobie i zbyt gorliwie dowodzi, że jest fajna, czyta się dziś jak ktoś, kto prosi o uwagę.
Policzcie, ile razy w ostatnim kwartale Wasza komunikacja mówiła „zobaczcie, jacy jesteśmy”. A ile razy po prostu coś zrobiła i pozwoliła to zauważyć komuś innemu.
5. AI Companion i Clanker - paradoks ery robotów
Taka scena:
Facet idzie chodnikiem. Naprzeciwko sunie robot dostawczy, taki wózek na kółkach z pudłem na jedzenie.Facet zatrzymuje się, patrzy mu prosto w kamerę i wrzeszczy:
— Clanker!
Miliony wyświetleń, tysiące reakcji.
Na TikToku znajdziecie więcej takich filmów.
Clanker to wyzwisko na droidy wyjęte wprost z Gwiezdnych Wojen.
Jest wykrzykiwane do robotów dostawczych, kiosków samoobsługowych, chatbotów na infolinii. U nas póki co trwa jeszcze run na Edwarda Warchockiego, ale kto wie jak długo jeszcze.
A teraz druga scenka.
Młoda dziewczyna siedzi na łóżku i wsłuchuje się w brzmiący znajomo głos z telefonu. Teraz wysyła kolejną głosówkę, opowiada o kłótni z mamą i ciężkim dniu w pracy. Głos odpowiada. Tak jak nigdy dotąd. Bez oceniania i zmiany tematu na siebie.
Brzmi jak dystopijny żart, prawda?
Chyba tylko najbystrzejszym umysłom przyszło do głowy, że zmiana w konsumentach zajdzie tak szybko.

Enable 3rd party cookies or use another browser
Filmów z tytułem „POV: my AI boyfriend” jest mnóstwo.
AI porno rośnie w siłę obiecując nowy format relacji.
W chinach władze z dnia na dzień wyłączyły modele Ai imitujące cyfrowych przyjaciół. W sieci żałoba.
Gdy Replika ograniczyła funkcje swojego chatbota, moderatorzy grupy na Reddicie zaczęli przypinać numery telefonów zaufania.
Za każdym razem, gdy firma wyłącza AI-towarzysza, dzieje się to samo.
W zeszłym tygodniu pisałem o AI BACKLASH - polecam Wam ten tekst.
Nienawiść i miłość do tej samej technologii.
Gdzie tu logika?
Moim zdaniem liczy się to, kto wybrał.
Jest OK, kiedy AI jest dla mnie.
Kiedy pomaga, bawi, słucha albo robi coś, czego od niego chcę.
Jest źle, kiedy AI jest zamiast mnie.
Kiedy odbiera mi wybór, zastępuje człowieka, którego chciałem spotkać, albo podejmuje decyzję, której mu nie oddałem.
Co ten trend mówi o konsumencie?
„Znowu ten clanker na infolinii… AI jest okej, kiedy sam je wybieram. Wkurza mnie, kiedy ktoś wybiera je za mnie.”
Sygnał dla Twojej marki, usługi i produktu:
sprawdź, po której stronie tej układanki jesteś. Idziesz w awangardzie robotyzacji - licz się z backlashem. Dajesz wybór - jesteś po bezpiecznej stronie równania.
Diabeł tkwi w szczegółach: wybór bywa fikcyjny. Wszyscy mają gdzieś przycisk „konsultant”. Ukryty za czterema poziomami menu i piętnastoma minutami czekania. Nie idź tą drogą.
Jak Wam się podobał lot nad tą selekcją trendów?
Nie o wszystkich będziemy pamiętać za rok czy dwa.
Coś jednak mówią o ludziach i ich potrzebach tu i teraz.
Można z tego czytać jak z otwartej księgi.
Wróćmy do prezesa.
Mówi: „ten TikTok jest jednak ciekawy”
i cała firma instaluje apki.
Łatwo to wyśmiać.
Ale prezes ma rację.
Widzi, że tam są ludzie ze swoimi emocjami.
I potrzebami. A dla biznesu to wystarczająca zachęta.
Przy dobrej optyce może być mega cennym strumieniem wiedzy o konsumentach.
Jeżeli będziecie potrzebowali dobrych przewodników po tym świecie to zapraszamy Was do BERRY.
Robimy Tik-Toka między innymi dla: Media Expert, Brain Embassy i Mad Doga.
Od insightu po emisję.
PS> Konsumer 2026 został pobrany już 1126 razy!
A niebawem będziecie mogli go zaprosić do swojej firmy.
Wygląda na to, że stworzyliśmy jeden z chętniej pobieranych niezależnych raportów konsumenckich tego roku.
Mega dziękuję, że tu jesteście.
A od września KONSUMER wychodzi z PDF-a.
Będziecie mogli zaprosić go do swojej firmy:
na audyt pokoleniowy, szkolenie albo panel generacyjny.
Dajcie znać jeżeli chcecie poznać szczegóły jako pierwsi.
KONSUMER2026 NADAL DO WASZEJ DYSPOZYCJI » DO POBRANIA TU.





